Starosta Józef Kardyś: – Obawiamy się skutków podwyżek dla nauczycieli

W nowym roku wzrośnie najniższa krajowa. Zmienić się mają również zasady rozliczania z fiskusem. To wszystko, zdaniem starosty negatywnie odbije się na finansach powiatu.




Podwyżki wynagrodzenia minimalnego dotknie jednostki, dla których organem prowadzącym jest starostwo, czyli szpital, urząd i przede wszystkim placówki oświatowe. – Najbardziej obawiamy się skutków podwyżek dla nauczycieli – nie kryje starosta Józef Kardyś. – Żeby chociaż pokryli połowę tego, co zapowiadają. Niestety samorząd będzie musiał w większości wziąć podwyżki na swoje barki.

Józef Kardyś obawia się również zmian w rozliczeniach z podatku dochodowego, np. zapowiadanego zwolnienia z podatku dochodowego dla przedsiębiorców do 26. roku życia.




Jesteśmy przed uchwaleniem budżetu powiatu na 2020 r i widzimy, jak te zmiany odbiją się na nim. Nie jest to tak jak się mówi i jak się pisze – przestrzega. – Nie chcę tu krytykować rządu, bo nie o to chodzi. My musimy się dostosować do tego i tak będziemy czynić. Niemniej musimy być świadomi tego, że utratę w finansach będziemy mieli potężnąBędziemy musieli więc trzymać dyscyplinę budżetową, nie mówiąc o kadrowej. Nie możemy sobie pozwolić na etaty, które nie byłyby funkcjonalne w 100 proc.


5 Komentarzy

  1. panie starosto proponuje zeby zaczac od podwyzek dla pana i wsyzstkich radnych bo przeciez to dla was priorytet 🙂 ? a tak serio to nauczycielom wcale nie jest zle i tak sie zastanawiam czy nauczyciel ktory nie potrfi nauczac a takich mamy w kazdej szkole powienien piastowac takie stanowisko ? lub czy nauczyciel ktory uczy na wiosce i ma 3 dzieci w klasie powienien zarabiac takie same pieniadze jak nauczyciel majacy 20 dzieci w klasie ? rozumiem ze kazde dziecko jest wazne ale przeciez to parodia zeby w wiejskich szkolach nauczycieli bylo tyle samo co uczniow ?? rozumiem ze kazdy o swoj stolek bedzie walczyl ale na litosc Boska nie robmy jaj,jak nie ma pracy to kazdy inny musi sie przekwalifikowac i takie sa prawa rynku a nie beczec ze oni jeszcze chca podwyzek choc nie maja za bardzo kogo uczyc ,logiczne ?

    • Różnica w uczeniu polega głównie na tym, że tam, gdzie jest wiele dzieci w klasie, są też pieniądze na pomoce dydaktyczne, a tam, gdzie dzieci jest mało, trzeba to kupić z własnej wypłaty. Problemem nie jest też liczba dzieci, tylko dzieci, które nie powinny chodzić do normalnej szkoły. Chociaż tutaj należy przyznać, że im więcej dzieci, tym większe prawdopodobieństwo trafienia na takie, które będzie nie do opanowania – czy to przez problemy psychiczne (najczęściej nadpobudliwość) czy wychowawcze (po co mam się uczyć, po co mam pozwolić prowadzić lekcje. Powiedz coś na mnie, a przyjdzie mój rodzic i da ci popalić).
      Lepiej byłoby, aby szkoły wiejskie mogłyby być filiami miejskich. Zaoszczędziłoby się na pensjach dla niepotrzebnych pracowników (dyrekcja), nauczyciel mógłby dojeżdżać (za dopłatą) a pomoce dydaktyczne brałby ze sobą i nie byłoby potrzeby ich dublować.
      Niech Kardyś nie podburza ludzi przeciw nauczycielom. Przecież to jego partia (czyli po części on) jest odpowiedzialna za podwyżki i za konieczność płacenia ich z kasy miasta. Ciekawe, ile wzrośnie prąd, opłata za odpady itp., by starczyło na dalsze kupowanie głosów.

    • Zgadzamy sie z przedmowca po co tyle trzymac darmozjadow dorabiaja na korepetycjach a w szkole nie umie nauczac dac najnizszy socjal albo lepiej oceniac tak jak ucznia zle wyniki TRUDNO dowidzenia Nauczyciel to prestiz W Kolbuszowej jestem z nakazu 3ci rok ale mi sie tu nie podoba miasto jest mocno s…….

      • Nie przesadzajmy. Są dzieci i dzieci. Nie wszystko to wina nauczyciela. Moje dzieci uczą się dobrze, ale mają w klasach dzieciaki, które ledwo przędą. Poza tym system jest wadliwy (i tu wygłoszę niestety pochwałę dawnego ustroju). Za komuny dzieci mniej zdolne po 6 klasie przymusowo wysyłało się do zawodówki. A jak rodzic był wezwany do szkoły, bo się przegięło, to był wstyd i kara na pół roku, a nie to, co obserwuje się dziś: czyli twarda obrona przez rodzica choćby najgłupszego dzieciaka i pomiatanie nauczycielem. Obecnie nawet najsłabszy uczeń musi skończyć podstawówkę, a nauczyciel nie ma prawa do krytyki (w I klasie córki znajomych w SP2 jest dziecko notorycznie przeszkadzające. Nic z nim nie można zrobić, a rodzice mają to gdzieś. Niech się dzieciorem zajmują nauczyciele. I nie obchodzi ich, że cała klasa ma przez jedno dziecko znacznie niższy poziom od pozostałych… bo dzieci nie słyszą lub są zaabsorbowane głupotą kolegi, a nie lekcją), po 20 podejściach zaliczy maturę, bo dziś można ją rozłożyć na raty i wystarczy zaliczyć ją na 30, a nie 51% wiedzy, a i na studia przyjmą go z pocałowaniem ręki, bo za studentem idzie pieniądz (a co tu mówić o egzaminach i kilku osobach na miejsce). Taką dziś mamy politykę. Tyle, że nadal uważam, że szkoły powinny mieć filie – dla oszczędności kadrowo-finansowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.




Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.