Garść przemyśleń po Euro

Musiałem swoje odczekać, by móc w miarę na chłodno ocenić to, co wydarzyło się podczas piłkarskiego Euro. “Wydarzyło się”, bo dla mnie ten turniej już się skończył. Może to nienormalne, ale tak już mam i już. Nie potrafię się angażować emocjonalnie w coś co mnie nie jara. A jara mnie Polska. Nie tylko w wymiarze piłkarskim.

Ale do meritum. Odpadliśmy z turnieju po bardzo dobrym meczu z Portugalią, pewnie najlepszym w naszym wykonaniu na tym Euro. Odpadliśmy pechowo po karnych. Wiem, że wielu płakało. Nie dziwię się. Może byłoby nam wszystkim lżej na sercu, gdybyśmy ten mecz przegrali, najlepiej kilkoma bramkami i po beznadziejnej grze?

Media oszalały. I to dosłownie. Przepocony reporter biega  po strefach kibica i pyta. Inny koleś z mikrofonem nachalne zaczepia członków rodzin, sąsiadów, kolegów, byłych nauczycieli i innych, którzy mieli z polskimi piłkarzami jakikolwiek związek. Tomasz Zimoch (mój niegdysiejszy idol m.in. za „Kończ pan, panie Turek) nie tyle „rozmieniał się na drobne”, co robił z siebie pajaca. Tragikomedia. Najzabawniejsze w tym wszystkim były jednak emitowane na żywo mimochodem okrzyki kibiców „Jebać TVN!”.

Kto zagrał najlepiej? Zdecydowanie Grzegorz Krychowiak. To dla mnie najlepszy defensywny pomocnik w Europie, a może i na świecie. Mecze życia rozegrał również Łukasz Piszczek. Oczywiście na wyżyny swych umiejętności wzniósł się cały nasz blok defensywny z Łukaszem Fabiańskim na czele, choć w dalszym ciągu uważam, że Wojciech Szczęsny zagrałby lepiej. Pomoc? O Krychowiaku już pisałem. Reszta poprawnie. Bardzo dobrze zagrali “wahadłowi”: Jakub Błaszczykowski i Kamil Grosiki. Choć muszę przyznać, że po „Grosiku” spodziewałem się czegoś więcej. No i napastnicy. Arek Milik i Robert Lewandowski strzelili po bramce, to fakt, ale umówmy się, to nie był ich turniej. Ne trafili z formą. Inaczej – bylibyśmy teraz w półfinale i szykowali się na bój z Walią.

Na koniec refleksja. Wykładowca Uniwersytetu Szczecińskiego dr hab. Wojciech Krysztofiak ogłosił jakieś trzy tygodnie temu, że sukcesy biało-czerwonych „wzmocnią falę brunatnego nacjonalizmu” w Polsce. Wyższy poziom absurdu, prawda? Dostało mu się za to, i słusznie. Problem w tym, że to nie odosobniony przypadek z cyklu „wszędzie faszyzm”. Również na Podkarpaciu znalazłby się niejeden taki „doktor”. I inni oświeceni, których drażnią biało-czerwone flagi, drażnią uniesienia patriotyczne i inne emocje z tym związane. Cóż, żyjemy w wolnym kraju, mamy wolność słowa. Można więc i tak. Na szczęście mam wrażenie, że to postawy marginalne, wymierające i zupełnie już nie trendy. I to napawa optymizmem.

Paweł Galek
galekpawel.blogspot.com




Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.




This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.