“Dopadli mnie w końcu obok kościoła. Tam rzucili na ziemię i zbutowali”




Dziesięć lat temu, kiedy Kolbuszowa żyła sprawą śmiertelnego pobicia niepełnosprawnego „Wiesia” (do dziś nie udało się odnaleźć jego kata lub katów), w Super Nowościach pojawił się wstrząsający wywiad z 14-letnim Michałem. Chłopak opowiedział o przemocy, jakiej doświadczał w mieście każdego dnia.




Podkreślił również, że od dawna ma problemy ze zdrowiem. Na tyle poważne, że mimo młodego wieku jest już inwalidą. Na wszystko musi uważać, bo gdy tylko lekko uderzy się w głowę, zaraz traci przytomność, a potem pół dnia wymiotuje. – Oni doskonale o tym wiedzą – zaznaczył Michał.




– Kiedyś, wracając ze szkoły, zauważyłem śledzących mnie trzech dryblasów w kapturach – relacjonował. – W pewnym momencie podeszli do mnie i popchnęli. Spytałem, o co chodzi. Zamiast odpowiedzi, otrzymałem kopnięcie butem w twarz. Upadłem na ziemię. Zaczęli mnie kopać…




Michał wspomniał też, że został pobity na jednej z głównych arterii miasta, ul. Jana Pawła II. – Zaczepili mnie w okolicy liceum, kiedy wraz z przyjaciółmi wracałem do domu – opowiadał. – Drogę zastąpiło nam kilku mężczyzn w kapturach. W kierunku moich znajomych rzucili polecenie  „wypierdalać!”. Każdy uciekał gdzie mógł, ja też. Dopadli mnie jednak obok kościoła. Tam rzucili mnie na ziemię i „zbutowali”.




– Oni wszyscy są starsi ode mnie, to uczniowie kolbuszowskich szkół – zdradził młody kolbuszowianin – Część z nich jest mi znana, a część nie, bo podczas bicia mają zasłonięte twarze. Nie mogę bezpiecznie przejść ulicą. Za każdym razem jestem śledzony, ścigany jak zwierzyna łowna i w końcu bity. I to wszystko w środku dnia. W ogóle nie wychodzę z domu, bo się boję – mówił ze łzami w oczach.




Super Nowości – 7 lipca 2007 rok.

Dziś Michał ma już 24 lata. Mamy nadzieję, że wszystko co złe ma już za sobą.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.




This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.